2018 rok był intensywny po całości, lecz gdy stworzyłem plan na 2019, wiedziałem, że będę musiał stawać na głowie, aby dopiąć wszystkie projekty zgodnie z planem.

Zresztą… Kto z nas nie chciałby być jeszcze bardziej efektywny?

Któż by nie chciał zrobić wszystkiego szybko i solidnie, aby mieć więcej czasu na przyjemności? 🙂 

Co takiego zrobiłem, aby podkręcić swoją efektywność?

W jaki sposób upycham w 24 godziny wszystkie zadania?

Zapraszam do lektury.

1. Publiczna deklaracja

Pierwszą i zdecydowanie najbardziej szaloną rzeczą, jaką zrobiłem w tym projekcie było publiczne zobowiązanie, jakiego dokonałem łącznie przed kilkuset osobami.

Pod koniec grudnia i z początkiem stycznia, zarówno na swoich szkoleniach stacjonarnych, w rozmowach indywidualnych, jak i w transmisjach live na Facebook’u czy w zamkniętych webinarach, opowiadałem o swoich planach na 2019 rok. Opisywałem przede wszystkim otwarte szkolenia, które organizuję oraz inne produkty, którym dałem datę premiery.

Takie zobowiązanie, wygłoszone przed rodziną, przyjaciółmi, zespołem i fanami ma olbrzymią siłę. Wiedziałem, że potrzebuję takiej zewnętrznej motywacji na dni, w których ciężko będzie mi się zabrać do pracy ze względu na zmęczenie czy po prostu masę innych obowiązków.

Wiele osób uważa, że powinniśmy za wszelką cenę dążyć do jak największej motywacji wewnętrznej, bo ta zewnętrzna jest zła. To nieprawda. Motywacja jest zła,   jeśli nie działa. Uważam, że każda, która działa, jest dobra. Jeśli spotykasz swojego byłego z nową dziewczyną i dzięki temu zwiększa się Twoja mobilizacja do treningów – super! Wszystko co działa i nie jest toksyczne, jest dobre. Warto zadbać o ten brak toksyczności.

Niemniej jednak wkurw to też energia, którą możemy wykorzystać na swoją korzyść i może być dla nas paliwem rakietowym, dzięki któremu naprawdę wystrzelimy w kosmos z działaniami.

Jeszcze wyżej poprzeczkę podniosłem sobie w zakresie szkoleń VOD. Po raz pierwszy wpisywałem je w swoje noworoczne plany w 2017 roku. Niestety, wtedy “nie udało się” ich nagrać. Najprościej mówiąc: nie miały odpowiednio wysokiego priorytetu. W 2018 udało się już nagrać 1 szkolenie skierowane do młodzieży i studentów: “Jak się nie stresować egzaminami”. Na ten rok zaplanowałem 2 szkolenia, skierowane do zdecydowanie szerszej publiczności. Pierwsze z nich to “Zdrowa Pewność Siebie” a drugie to “Efektywna Komunikacja Międzyludzka”.

I tu jest druga część publicznej deklaracji…

Poza tym, że zobowiązałem się do opublikowania kursów “do końca lutego 2019”, to jeszcze… Od razu rozpocząłem ich przedsprzedaż. Kiedy piszę ten artykuł, mam w świadomości, że na kursy VOD czeka już kilkanaście osób, które zapłaciły za ten produkt. Ponadto produkty są cały czas możliwe do nabycia w sklepie. Tak wysoko podniesiona poprzeczka sprawia, że nawet największy prokrastynator zaczyna planować z wyprzedzeniem i skrupulatnie realizować swoje cele. Kursy są już dostępne w sklepie.

2. Codzienna praca z dziennikiem

To chyba najlepszy nawyk, jaki wprowadziłem w tym roku.

Zaczęło się w okresie między świętami a nowym rokiem. Był to idealny czas podsumowań, ważnych decyzji (w tym zakończenia kariery trenera personalnego i przejścia na 200% w trening mentalny).

Najpierw było słowo…

To znaczy wizja. A konkretnie odpowiedziałem sobie na pytania:

  • “Gdzie chcę być za 10 lat?”
  • “Gdzie chcę być za 5 lat?”
  • “Gdzie chcę być za 2 lata?”
  • “Gdzie chcę być za rok?”

Na za 5 i za 10 lat mam dość szczegółową wizję.

Na ten i przyszły rok mam konkretne cele i plany.

Jest ogromna różnica między celem a wizją / marzeniem / pragnieniem. Mówiłem o tym w filmie: https://bit.ly/dlaczego-nie-masz-czego-pragniesz

Jak dokładnie wygląda moja praca z kalendarzem?

Na 2019 i 2020 rok wyznaczyłem konkretne cele, w każdym z najważniejszych życiowych obszarów, zgodnie z tym co możecie znaleźć w Kalendarzu Skuteczniejsi, z którego sam korzystam (poniżej udostępniam Ci link i małą niespodziankę).

Następnie jeszcze bardziej precyzyjne cele wyznaczyłem na najbliższy kwartał.

Następnie… Jeszcze bardziej szczegółowe na najbliższy miesiąc.

Wszystkie cele, które sobie rozpisuję przechodzą filtr: “Czy to działanie przybliża mnie do mojej wizji życia za 5 lat?

Jeśli nie przybliża, to robię co w mojej mocy, by to działanie oddelegować, albo z niego rezygnuję.

W ostatnim tygodniu każdego miesiąca skrupulatnie podsumowuję dany miesiąc i planuję kolejny.

W każdą niedzielę znajduję 15-20 minut na podsumowanie danego tygodnia i zaplanowanie kolejnego.

Tutaj stosuję konkretny mentalny trik. Wyznaczam sobie 4 najważniejsze cele na każdy tydzień. 4 najważniejsze akcje.

Nie 1, nie 10, nie 100. 4. Cz – t – e – r – y 🙂 4.

To naprawdę robi robotę w głowie, bo daje wrażenie działań do ogarnięcia, nie zasypuje listy to-do, itp.

Każdego dnia rano robię swoje rytuały, które po kolei wprowadzałem systematycznie od jakiegoś czasu. Praca z kalendarzem jest jednym z nich.

Codziennie rano znajduję dosłownie 5 minut na to, aby ustalić 3 najważniejsze cele na dany dzień. 3. Trzy. To też ma znaczenie. Taki prosty zabieg sprawia, że siłą rzeczy wyznaczasz sobie priorytety. W dzisiejszej top 3 jest publikacja tego rozbudowanego artykułu.

Prawo Parkinsona mówi: “Praca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie”, dlatego każdą pozycję z Top 3 (mojej mini listy to-do) wpisuję od razu w kalendarz, co sprawia, że zadanie ma początek i koniec.

Praca z kalendarzem powoduje, że utrzymujesz statek na kursie. Nie zbaczasz. Codziennie rano dokonujesz mini-korekty kursu. Raz w tygodniu i raz w miesiącu większej korekty kursu i analizy, co można było zrobić lepiej, a z czego jesteś dumny.

Chociaż przez ostatnie 3 lata pracowałem tylko na kalendarzu google w telefonie, dzisiaj wracam do wersji papierowej, bo widzę olbrzymią moc tego nawyku. 

Nie masz jeszcze swojego kalendarza? Na polskim rynku jest jeden, który polecam szczerze, bo jest genialny, stworzony przez pasjonatkę efektywności – Magdalenę Bienię. A teraz z kodem FRIENDS możecie kupić Kalendarz Skuteczniejsi o 10% taniej o tutaj: https://bit.ly/kalendarz-skuteczniejsi

Przynajmniej rzuć okiem 😉

3. Poranne rytuały

…dzięki którym zaczynam dzień z olbrzymią energią, albo jak kto woli: energią olbrzyma!

Te nawyki to:

1. 1 minutowa sesja wdzięczności.

Jest to pierwsza czynność, którą wykonuję po przebudzeniu. Czasami jeszcze nie wiem w jakim jestem mieście, ale już wiem, za kogo i za co jestem prawdziwie wdzięczny. 
Na samym końcu tej wiadomości znajdziesz link do prowadzonej przeze mnie, króciutkiej sesji wdzięczności, którą możesz pobrać na swój telefon i praktykować codziennie rano.

Dlaczego ta metoda jest taka genialna?

Zobacz film, który nagrałem w ostatnim czasie: https://bit.ly/sesja-wdziecznosci

P.S. Pod filmem znajdziesz link do prowadzonej sesji wdzięczności – na zdrowie!

2. 10 minutowa medytacja.

Od kilku miesięcy praktycznie nie mam dnia bez medytacji. Staram się medytować codziennie rano, chwilę po wyjściu z łóżka, ale bywają dni kiedy medytuję stojąc w korku gdzieś na polskich drogach. W jaki sposób to robię? Skupiam się na swoim oddechu i obserwuję przychodzące myśli. Na żadnej z nich się nie fiksuję, a jedynie pozwalam im przepływać niczym chmurom na niebie. Dążę do ujrzenia czystego, błękitnego nieba.

3. Zimny prysznic.

Brrr! Czy wiesz, że on jest tak naprawdę bardzo przyjemny? Najbardziej wtedy, kiedy się kończy 😉 Zaczynam od ciepłej wody, później przechodzę do letniej, aż kończę na lodowatej. Taki prysznic genialnie resetuje cały układ nerwowy, a do tego hartuje i daje zastrzyk energii lepszy od niejednej kawy.

4. Cardio.

30-45 minut umiarkowanej aktywności fizycznej na orbitreku. To dla mnie czas na poukładanie w głowie planu dnia, odpisanie na maile i wiadomości, a czasami po prostu na reset głowy i doładowanie się endrofinkami. 

5. Suplementy.

Codzienna suplementacja witaminami, omega 3, kreatyną i suplementami poprawiającymi funkcje kognitywne, np. alpha gpc, hupercyna, ashwagandha, rhodiola rosea, ganoderma, kordyceps itp. 

6. Kalendarz.

Każdego ranka pracuję też z kalendarzem, tak jak opisałem wyżej. 

7. Chwila dla siebie.

Kiedy tylko czuję, że potrzebuję odpocząć pomiędzy sprintującymi okresami czasu, odpoczywam. Daję sobie chwilę na przeczytanie rozdziału lub dwóch ulubionej lektury, oglądam coś na youtube, co wyrwie mnie na chwilę ze świata rozwoju, czy gram w fifę. A czasami po prostu się zdrzemnę. Robię na co mam ochotę, bo traktuję to jak mentalną higienę.

4. Korzystanie z dobrodziejstw techniki.

Jeśli mnie trochę obserwujesz, to wiesz, że czasami mam “geekowe” zapędy. Uwielbiam gadżety, które ułatwiają życie oraz aplikacje, które pozwalają mierzyć co tylko się da, aby wprowadzać usprawnienia w swoim życiu.

Testowałem też mnóstwo aplikacji do wprowadzania nowych nawyków i… Mogę polecić

1.Habitica

Tę aplikację polecił mi mój serdeczny znajomy Rafał, któremu bardzo dziękuję.

Habitica to apka, w której realizując nowy nawyk… Rozwijasz swoją postać. Taka gamifikacja procesu budowy nawyku. Zbierasz punkty doświadczenia oraz growe pieniądze, za które możesz rozwijać swoją postać.

Kiedy jednak nie realizujesz swoich nawyków… Postać traci punkty życia, aż ostatecznie umiera.

Teoretycznie możesz ją wskrzesić i znowu zacząć od 0, ale… Zrobiłem tak raz a potem stawałem na rzęsach, żeby już więcej swojego “chłopka” nie zabić.

Polecam skonfigurować aplikację przez przeglądarkę internetową, a w aplikacji na telefon tylko nabijać sobie punkty – tak będzie dużo szybciej.

Warto się chwilę Habiticą pobawić, bo naprawdę robi robotę. Nie jestem fanem gier RPG, a mimo to apka wciągnęła.

2. Beeminder

Druga aplikacja działa na nie na zasadzie nagrody, lecz kary… Uuuuu! W jaki sposób?

Podpinasz pod aplikację swoją… kartę kredytową i ustalasz wysokość kary. Minimum 5$.

Dzięki niej wypracowałem wstawanie z 1 budzikiem i nie włączanie drzemki, co wcześniej robiłem notorycznie, aby zyskać kilka minut przytulania swojej Ukochanej, po czym zasypiałem na kolejną godzinę a nawet dłużej!

Kiedy jednak zadzwonił budzik, a w głowie pojawiła się wizja: “drzemka warta prawie 20 zł” pomyślałem: “Nie ma mowy!” i wstawałem na równe nogi.

Tym bardziej, że te pieniądze nigdy nie miały do mnie wrócić, nie szły na akcję charytatywną (wtedy byłoby ryzyko spania dla wspierania ;)) tylko po prostu do kieszeni producentów. Genialny pomysł na biznes, prawda?

Obie aplikacje oczywiście można oszukać – opierają się na tym, co w nich zaznaczymy, no bo przecież nie mają ukrytych kamer. No ale chyba nikt nie podejmuje się pracy nad sobą, żeby samemu się oszukiwać?

Zaczęło się od gadżetu jakim jest Fitbit Charge 3. Krokomierz z pulsometrem i innymi bajerami, w tym analizą snu. Genialna sprawa.

Ustalasz sobie cele: ilość kroków, pokonanych pięter (tylko w górę), spalonych kcal czy aktywnych godzin w ciągu dnia, a potem dzieje się magia.

Przez to małe urządzonko zacząłem chodzić częściej po schodach, a kiedy pod koniec dnia brakuje kroków, zdarza się, że dobijam je dodatkowym spacerem.

Kiedy nie ruszasz się przez określony czas, opaska wibruje dając Ci komunikat: C.U.D. Czas Unieść Dupę 🙂 No i unosisz, robisz spacer po domu albo i wokół.

Analiza snu pozwala wyłapać schematy spania i śledzić te najbardziej korzystne, aby je powielać i te najmniej korzystne, aby je eliminować.

Drugą aplikacją, której używam jest LifeSum, czyli mocno rozbudowany licznik kalorii.

Spisuję wszystko co jem, liczę kalorie i makroskładniki.

Co tydzień staję na wadze, a co 3 mierzę wszystkie obwody i wrzucam do apki. To pokazuje mi progres, który robię oraz przede wszystkim mam dostęp do składowych swojego cielesnego sukcesu.

Jestem w trakcie testowania jeszcze innych aplikacji, ale napiszę Wam o nich dopiero, gdy będę w stanie polecić 🙂

6. Ujednolicenie komunikacji i przechowywania zasobów  

Rzecz czysto techniczna i proceduralna, lecz z moich obserwacji wynika, iż niewiele osób tego pilnuje.

Z zespołem komunikuję się na 3 sposoby:

  1. Mail – sprawy kluczowe, które warto mieć na piśmie i z łatwym dostępem
  2. Messenger i telefon – sprawy bieżące. Najczęściej sprawy omówione telefonicznie wrzucamy w maila, dla utrwalenia ustaleń.
  3. Trello – tutaj trafiają wszystkie ustalenia, których dokonujemy gdziekolwiek.

Nie ma innych opcji. Wszystko w tych 3 miejscach, co powoduje, że nie tracimy czasu na szukanie, czy wiadomość była w sms, iMessage, WhatsApp, Messenger, na Mailu czy o niej tylko mówiliśmy przez telefon.

Wszelkie ustalenia przerzucane są na bieżąco do Trello, które pozwala nam kontrolować proces pracy.

4. Google Drive

Wszystkie pliki tekstowe, tabele, wzory maili i umów trzymamy na Google Drive. Ten artykuł też lata sobie w chmurach, tzn. w chmurze 🙂

5. Dropbox

Pliki video i zdjęcia trzymamy na Dropbox, ponieważ mam tam wykupione dodatkowe miejsce w bardzo korzystnej ofercie. W przyszłości chcę przenieść wszystko w 1 miejsce, czyli Google Drive.

7. Utrzymywanie motywacji na wysokim poziomie, czyli tzw. determinacja – 1 skuteczna metoda.

Tak już są skonstruowane nasze umysły, że nie bardzo chcą się wysilać. Wręcz robią wszystko, żeby żyć energooszczędnie. Im mniej myślenia, tym lepiej. To właśnie dlatego budowanie nawyków, kreowanie osobistych rytuałów jest tak kluczowe. Pozwala to bowiem zaoszczędzić mnóstwo energii i zautomatyzować życie.

Aby utrzymać determinację, czyli po prostu motywację na wysokim poziomie (tak, to moja definicja ;)) regularnie wizualizuję sobie swój cel, a przede wszystkim drogę do niego. 

Badania na temat wizualizacji dowodzą, że trening wyobrażeniowy, w którym skupiamy się na drodze do naszego celu, w trakcie której pokonujemy wszelkiego rodzaju wyzwania, jest o wiele bardziej skuteczny niż wyobrażanie sobie tylko celu. 

Uczestnicy #Wyzwanie69, którego pierwsza edycja właśnie dobiega końca doskonale już znają moc wizualizacji i ja też nie wyobrażam sobie życia bez niej. Kilka razy w tygodniu, kiedy zasypiam, używam aktywnej wyobraźni, aby jeszcze raz nakierować swój umysł na odpowiednie tory. Wyobrażam sobie jak radzę sobie z różnymi wyzwaniami, jak daję radę, jak… jestem efektywny.

Wierzę, że  w dużej mierze właśnie dzięki tej metodzie, nawet w bardzo intensywne dni, kiedy wstaję o 3:00 nad ranem, jadę 5 godzin samochodem, aby poprowadzić 8-godzinne szkolenie, po powrocie do hotelu o godzinie 17 ucinam sobie 30-minutową drzemkę, po czym przebieram się i idę na trening.

8. Pokonywanie własnych ograniczeń.

Jak widzisz, uwielbiam testować nowe rzeczy, metody, aplikacje, narzędzia. 

A przede wszystkim uwielbiam testować siebie. Nic nie daje mi takiego napędu jak pokonywanie własnych ograniczeń. Moc, jaką czuję, kiedy niemożliwe staje się możliwe, jest bezcenna. Kocham to uczucie. 

Raz testuję siebie skacząc na bungee, raz upychając w dobę ile tylko mogę. Raz robię kurs spadochroniarski, raz planuję swoje życie. 

Wierzę, że wszystko, absolutnie wszystko, co nas rozwija, daje moc sprawczą, dzięki której czujemy, że to my trzymamy lejce konia zwanego życiem.  Jeśli jesteś kapitanem statku, to Ty chcesz trzymać stery. Zachęcam Cię do tego, abyś czasami, jako Kapitan, wypłynął na nieznane wody, pokonał strach i stał się silniejszy. Zachęcam Cię do tego, abyś czasami jako Jeździec, udał się w nieznane, pokonał własne ograniczenia i urósł mentalnie, a może wręcz stał się zupełnie nową wersją siebie.

Zapraszam Cię tym samym do wzięcia udziału w szkoleniu Ogień Motywacji, w trakcie którego będziesz mieć okazję pokonać własny strach i ograniczenia, przechodząc po rozżarzonej do kilkuset stopni ścieżce węgli. Brzmi niewiarygodnie? Daję Ci słowo, że dasz radę to zrobić. Daję Ci słowo, że po tym szkoleniu nic nie będzie takie samo.

No comment yet, add your voice below!


Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *