Znowu, gdy do głowy przychodzi Ci fajny pomysł, momentalnie słyszysz głos, który mówi: „nie dam rady”, „nie wiem czy sobie poradzę”, „to chyba nie dla mnie”? 

 

A może nawet zaczynasz realizować swój plan, podpalasz się, działasz… Aż w pewnym momencie odpuszczasz i cały włożony wysiłek idzie na marne?

 

To nie początki schizofrenii czy po prostu brak samodyscypliny.

 

To zachowanie wynikające z mechanizmów rządzących umysłem, którego nie nauczono się w pełni obsługiwać. A przecież nikt nas tego, ani w szkole, ani w domu, nie uczył…

 

 W tym artkule przedstawię Ci główny mechanizm jaki stoi za brakiem wiary we własne możliwości, niską samooceną i sabotowaniem własnych działań. 

Wewnętrzny głos, który poddaje w wątpliwość nasze możliwości potrafi być naprawdę męczący.

Wie o tym każda osoba, która go doświadczyła. Pojawiający się bez ostrzeżenia paraliżujący strach potrafi na długo zatruć nasze życie. Zwłaszcza, że większość z nas w ten głos wierzy…

Głos ten potrafi być przenikliwy i dokładnie wie, w które tony uderzyć. Wyciąga na powierzchnie nasze największe strachy i obawy, perfekcyjnie odwołując się do – często przykrych lub wstydliwych – wydarzeń z przeszłości.

„Już tyle razy próbowałaś i co z tego wyszło!?”

„Przecież Ty się do tego kompletnie nie nadajesz!”

„Jesteś za głupia! Nie poradzisz sobie!”

„Lepiej odpuść, zanim się zbłaźnisz…”

Brzmi znajomi? To tylko najczęstsze ze zdań, które słyszą moi klienci.

A może Twój głos mówi Tobie coś znacznie bardziej przykrego?

Nigdy nie jest przyjemny, dlatego unikamy miejsc i sytuacji, które go wywołują:

  • unikamy wychodzenia do ludzi i rozmów z nimi,
  • nie zabieramy głosu w ważnych dla nas sprawach,
  • unikamy patrzenia w lustro,
  • wstydzimy się uprawiać seks przy zapalonym świetle,
  • nie pokazujemy się w samej bieliźnie czy stroju kąpielowym,
  • nie podejmujemy odważnych decyzji…

Najgorsze jest jednak to, że samodzielne próby poradzenia sobie z problemem nie pomagają…

Mówienie sobie „dam radę” czy udawanie, że tego głosu w ogóle nie ma to najbardziej popularne i nie przynoszące efektów sposoby radzenia sobie z tym głosem.

Można go próbować zagłuszyć, zmuszać się i przemagać, ale to męczące działanie na krótką metę, bo głos zawsze powraca…

DLACZEGO SŁYSZĘ TEN GŁOS?
DLACZEGO SABOTUJĘ WŁASNE DZIAŁANIA I NIE ROBIĘ TEGO, CZEGO PRAGNĘ?

Nic więc dziwnego, że niemal każdy klient, który trafia do mnie po raz pierwszy zadaje mi pytanie: 

 

„Dlaczego słyszę ten głos? Dlaczego sabotuję własne działania i nie robię tego, czego pragnę?”

 

Powodów jest kilka.

 

Pozornie odpowiedź wydaje się prosta: po prostu się boimy. To normalny strach i wątpliwości, które nam w życiu towarzyszą. I tylko pozornie jest to dobra odpowiedź. W praktyce nie daje nam żadnego rozwiązania, a strach to objaw – nie przyczyna wątpiącego głosu czy odpuszczania. 

 

Pamiętajmy, że nikt nigdy nie uczył nas jak sobie z takimi mechanizmami radzić.

Niestety, ani w szkole, ani nawet na studiach tego nie uczą.

Nasi rodzice również nie są trenerami mentalnymi, więc robili co mogli, ale było to raczej intuicyjne działanie niż wiedza i narzędzia oparte na faktach.

 

Mam dla Ciebie jednak dobrą wiadomość. 

 

Można się nauczyć naprawdę skutecznych sposobów radzenia sobie z tym głosem, który może:

  • wywoływać strach lub wątpliwości co do własnych możliwości,
  • porównywać nas do innych,
  • nas krytykować lub nawet bezpardonowo hejtować najgorszymi epitetami,
  • powodować okropne poczucie, że na coś nie zasługujemy…

 

Mianownik tych wszystkich objawów jest jeden: niska samoocena. 

Często nie dopuszczamy do siebie faktu, że mamy niskie poczucie własnej wartości, obniżoną samoocenę czy niską pewność siebie. Nie jest to ani przyjemne, ani łatwe. Chcemy wierzyć, że wszystko jest super. 

Lecz jeśli zdarza Ci się, że:

  • porównujesz się do innych,
  • słyszysz wewnętrzny krytyczny głos,
  • nie robisz tego, czego pragniesz, bo się boisz,
  • zaczynasz działać, lecz na pewnym etapie odpuszczasz,
  • brakuje Ci asertywności i nie potrafisz odmówić, nawet gdy czegoś bardzo nie chcesz (np. zostać po godzinach czy przyjść do pracy kiedy miałaś mieć wolne),
  • w Twojej głowie kotłują się przykre myśli na Twój własny temat,
  • ludzie mówią Ci, że masz słomiany zapał, bo zaczynasz, lecz nie kończysz, odpuszczasz,
  • czujesz się źle w swoim ciele,
  • wstydzisz się odezwać wśród ludzi,
  • masz silną potrzebę udowodnić coś komuś…

To dobrze będzie podjąć pracę nad swoją samooceną. 

Nawet jeśli teraz w Twojej głowie pojawił się głos mówiący „eee to nie o mnie”. 

Przyjrzyjmy się więc po kolei błędom, które są popełniane przez osoby z niską samooceną, które nie opierają swoich działań na sprawdzonych metodach.

Błąd 1: Udawanie, że problemu nie ma.

Uwierz mi, wiem jak trudne jest przyznanie się przed sobą, że to poczucie własnej wartości, ta samoocena, pewność siebie jednak nie są na tak fajnym, wysokim poziomie jak się myślało. 

 

Dlatego większość osób po prostu tego przyznania się przed samym sobą unika. Udają, że problemu nie ma i starają się normalnie żyć. 

 

Niestety, nawet jak jesteś świetnym aktorem i oszukasz wszystkich ludzi wokół, że jesteś osobą pewną siebie i z wysokim poczuciem własnej wartości, to… Siebie nie oszukasz. 

 

Problem jest i będzie realnie sabotować Twoje działania. 

 

Udawanie, że problemu nie ma nie sprawi, że w końcu zaczniesz robić to, czego pragniesz, a krytyczny głos zniknie z Twojej głowy. 

 

Wręcz przeciwnie – wewnętrzny krytyk będzie coraz głośniejszy, a Twoja frustracja będzie narastać z każdym dniem, tygodniem, miesiącem i rokiem, w którym nie robisz tego, czego pragniesz. 

 

I tutaj wchodzi błąd numer 2.

Błąd 2: Racjonalizacje i „pogodzenie się z rzeczywistością”.

Jeśli Twoje życie nie wygląda jak to, o którym od zawsze marzyłaś, którego pragniesz to…

No przecież, że nie stwierdzisz: „To moja wina. A raczej moja odpowiedzialność. Od dzisiaj wszystko zmieniam!”

Większość osób wtedy wykorzystuje wtedy mechanizm, który psychologia nazywa racjonalizacją. Polega on na znajdywaniu przeróżnych argumentów, które w racjonalny sposób mają przynieść nam ulgę poprzez pokazanie, że w sumie to wszystko to nie nasza wina.

I tak zaczynamy powtarzać sobie kolejne kłamstwa:

Nie każdy może mieć pracę marzeń…”

„Gdybym miała innych rodziców / urodziła się w bogatszej rodzinie…”

„To wszystko przez tego dupka! Inni szefowie doceniają swoich pracowników, a ja zawsze tak źle trafiam…”

„Taki to ma szczęście: młody / przystojny / wykształcony / z bogatego domu / doświadczony / naturalnie zdyscyplinowany / utalentowany / …”

„Nie można mieć wszystkiego. Ja przynajmniej mam zdrowie / kochającą rodzinę / dobrą pracę / zdrowe dzieci / czas dla siebie”. W tym przypadku oczywiście możliwa jest tylko jedna z wymienionych opcji.

Co nam to robi?

Sprawia, że nie podejmujemy działania, bo uważamy, że odpowiedzialność, sprawczość, wpływ NIE są w naszych rękach, tylko gdzieś na zewnątrz.

Okopujemy się w swoim sposobie myślenia, a efekt potwierdzenia – psychologiczny mechanizm polegający na selekcji informacji w taki sposób, aby potwierdzały to, w co wierzymy – robi już całą resztę roboty.

Pętla się zaciska. Odpuszczamy. Godzimy się na to co mamy.

Nawet nie wiemy, kiedy porzuciliśmy swoje marzenia i aspiracje.

Niestety, wiele osób przekaże takie podejście dalej – swoim dzieciom.

Błąd 3: Zaciskanie zębów i mówienie sobie „dam radę” bez wprowadzenia głębokich zmian w mentalności. 

Alternatywą dla odpuszczenia i poddania się jest walka aż się uda. Aż w końcu osiągnę i zrobię to, czego chcę. 

 

Niestety, to także nie jest dobra opcja. 

 

Po pierwsze, większość osób próbuje ciągle i wciąż, lecz… Tak samo. 

Już Einstein powiedział, że „głupotą jest robienie ciągle tego samego i oczekiwanie innych rezultatów”. Dla mnie takie działanie nie wynika z głupoty, lecz z zaślepienia chęcią udowodnienia sobie czegoś. Tak, to jest baaardzo zaślepiające. 

 

Po drugie, jest to wykańczające psychicznie. 

Ludzie na własne życzenie nakładają sobie dodatkowy stres i nieustanną presję, co powoduje nie tylko frustrację, lecz także problemy ze zdrowiem. 

 

Po trzecie, to działanie opiera się na fałszywym założeniu. 

Otóż zakładamy, że jeśli zrobię / osiągnę „to coś”, to będę szczęśliwy i spełniony oraz zbuduję wtedy bardzo mocne poczucie własnej wartości, a moja samoocena poszybuje w górę. 

 

I owszem, nic tak nie podnosi samooceny jak ponadprzeciętne wyniki i dokonanie czegoś wielkiego. 

Jest tylko jedno „małe ale”. 

 

Większość moich klientów przyznaje, że kiedy osiągnęli „to coś” to ich poczucie własnej wartości wcale się diametralnie nie zmieniło. 

Twierdzą jednogłośnie, że presja, stres i wyrzeczenia, których doświadczyli na drodze do upragnionego celu to była męczarnia, po której pozostało mocno nadszarpnięte zdrowie, kiepskie relacje lub ich brak, a do tego… Pustka. 

 

Niby coś sobie udowodnili, lecz jak to stwierdził jeden z moich klientów: „dalej czułem się jak gówno, które na nic nie zasługuje”. 

 

Ci wszyscy klienci, których słowa i doświadczenia tu przytaczam nie chcieli popełniać dalej błędu numer 4, którym jest:

Błąd 4: Sam sobie z tym poradzę. 

Mam wrażenie, że to takie nasze, polskie. 

 

Większość z nas słyszała w dzieciństwie przynajmniej jedno z poniższych: 

 

„Nie mazgaj się”

 

„Chłopaki nie płaczą!”

 

„Wstydziłabyś się…”

 

Co mogło zbudować w nas przekonanie, że przyznanie się do jakiegoś problemu i zgłoszenie po pomoc to oznaka słabości.

 

Przecież teraz wszystkie kobiety muszą być silne i niezależne (co błędnie jest rozumiane jako: „poradzę sobie sama”), a faceci mają być wrażliwi, ale jednak macho (co błędnie jest rozumiane jako: „nie ma żadnego problemu”). Założę się, że wiesz o czym mówię. 

 

Co więcej, niedawno dowiedziałem się, że nadal, w 2020 roku, w wielu polskich domach, gdy osoba przyznaje się do pracy ze „specem od głowy” – czy to z trenerem mentalnym, coachem czy psychologiem – to jest wyśmiewana, słyszy, że wymyśla sobie problemy zamiast wziąć się w garść albo w ogóle rodziny udają, że tematu nie ma. 

 

Dramat. 2020 rok… 

 

Jest to o tyle smutne, że istnieją skuteczne i stosunkowo szybkie rozwiązania, które pozwalają się uporać z niską samooceną (niezależnie z czego wynikającą) raz na zawsze. 

 

Błąd 5: Przekonanie, że pewnie można sobie z tym poradzić, ale wymaga to wieloletniej terapii.

Być może w tym momencie myślisz sobie:

„Tak, z pewnością można to wszystko poukładać czy wyleczyć, ale na pewno wymaga to wieloletniej terapii z psychologiem”.

Wiem, że może być Ci ciężko w to uwierzyć – zwłaszcza jeśli zmagasz się z tym problemem od dłuższego czasu, ale mamy wiele różnych szybkich i skutecznych sposobów radzenia sobie z niską samooceną czy wewnętrznym krytykiem.

Jednym z takich rozwiązań jest właśnie coaching i trening mentalny.

Z moich 8 lat pracy z klientami zmagającymi się z niską samooceną i zaniżonym poczuciem własnej wartości jasno wynika, że jest to problem, którego można się całkowicie pozbyć w ciągu 3 – 6 miesięcy.

Aby było to możliwe konieczne jest jednak jednoczesne korzystanie z narzędzi coachingowych, treningu mentalnego, treningu wyobrażeniowego, psychologii zorientowanej na proces czy psychologii pozytywnej we właściwej kolejności.

W kolejnym artykule z tego cyklu opowiem Ci jak dzięki pewnej nietypowej metodzie pomagam swoim klientom raz na zawsze przerwać błędne koło niskiej samooceny – i to nawet, gdy zmagają się z tym problemem od dzieciństwa.

 

Poznasz też historię Kasi, która jest dziewczyną, jak to się mówi „z dobrego domu” a mimo to od lat zmagała się z niskim poczuciem własnej wartości, ciągle się porównywała do innych i zawsze czuła gorsza, aż w końcu trafiła do mnie na sesje indywidualne. 

Recommended Posts

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
KamilAsia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Asia
Gość
Asia

Kiedyś usłyszałam, że osoby, które wpadają w depresję to nie są słabe osoby. To osoby, które za długo musiały być silne.