Czerwiec 2017 r.

 

Wraz z wspólnikami organizujemy Body Mind Training Camp – kilkudniowy wyjazd łączący różnego rodzaju aktywności fizyczne na łonie natury, zdrowe jedzonko i trening mentalny. 

 

Ekipa jest naprawdę zacna – sami najbardziej aktywni klienci trenujący z nami na co dzień. W doborowym towarzystwie mamy spędzić kilka dni trenując, wędrując po górach, jeżdżąc rowerami, grając w piłkę, medytując i odpoczywając. 

 

Jednego wieczoru postanawiamy w męskim gronie pograć w piłkę na pobliskim boisku. 

 

Atmosfera jest genialna, bawimy się rewelacyjnie, wracają wspomnienia z dzieciństwa, kiedy godzinami każdy z nas grał na osiedlowych boiskach. 

 

W pewnym momencie gry znajduję się tuż przy bramkarzu drużyny przeciwnej, kolega z zespołu dośrodkowuje piłkę w moim kierunku i gdy mam oddać strzał…

 

TRACH!

 

Moja noga w pełnym pędzie zostaje zakleszczona między nogą bramkarza i obrońcy drużyny przeciwnej, a ja z całym impetem lecę dalej przed siebie…

 

Ten dźwięk – jak się okazuje – to pękająca torebka stawowa. 

 

Kostka rozwalona. 

 

Szybka akcja: lód, szpital, gips… 

 

Na campie prowadzę już jedynie medytacje i treningi mentalne.

 

Po powrocie biorę kilka dni przerwy, żeby odpocząć ale kostka nie goi się tak, jakbym chciał. Zmienia się to w 3 tygodnie przerwy. 

 

Miesiąc, w trakcie którego nie zarabiam ani złotówki, bo nie jestem w stanie stanąć na nodze i dotrzeć na trening z klientami. 

 

Postanawiam zmienić coś w swoim życiu. Chcę zacząć robić coś, co zapewni mi stabilne przychody także w takich sytuacjach.

 

Myślę o pierwszym kursie on-line, ale… 

 

Trzy tygodnie mijają dość szybko. 

 

Netflix, Playstation i social media skutecznie zajęły moją głowę. 

 

Wracam do pracy. 

 

 

 

3 maja 2018 r.

 

„Idź do lasu, niech poukłada Ci w głowie” – znasz to powiedzenie? 

 

Ono bardzo dobrze sprawdza się w moim życiu.

Każda wyprawa w góry sprawiała, że łapałem dystans do swojej pracy, obowiązków, zadań, problemów… 

 

Tak też miało być w trakcie majówki w 2018 roku, kiedy to jednego dnia postanowiliśmy wejść na Babią Górę. 

 

Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że ta wyprawa aż tak przewartościuje moje podejście do pracy… 

 

Wejście przebiega gładko i przyjemnie. Oczywiście jest lekkie zmęczenie, ale widok ze szczytu rekompensuje wszystko. 

 

Zejść postanawiamy inną trasą, co by było ciekawie. 

 

Po kilkuset metrach okazuje się, że pewien odcinek trasy (ten, gdzie po dwóch stronach jest kilkudziesięciometrowa przepaść) jest jeszcze oblodzony. 

 

Schodzimy praktycznie w kuckach, raz po raz zjeżdżając na butach bez jakiekolwiek kontroli. 

 

Być może Ty też jako dziecko zjeżdżałeś w kuckach, na butach, z górek śniegu… To było dokładnie to samo. 

 

Zjeżdżam kolejny raz, gdy nagle wpadam w kilkucentymetrową wydeptaną dziurę, następnie lekka górka i słyszę dźwięk, który już kiedyś słyszałem…

 

TRACH!

 

Przewracam się na bok i czuję, że kolano nie bardzo chce się wyprostować… 

 

Dotykam dłonią i już wiem… 

 

Coś się przemieściło. Mam jakby dwa kolana… 

 

Ból zaczyna narastać. 

 

Wyczuwam palcami przemieszczoną rzepkę, zaciskam zęby i… KLIK. Nastawiona. 

 

O dziwo nie boli tak bardzo. 

 

Jestem w stanie iść dalej. 

 

Po drodze wypada jeszcze 2 razy, ale bezboleśnie. Raczej powiedziałbym, że to uczucie jest… „Upierdliwe”. 

 

Wracamy do domu, a ja po prostu oszczędzam kolano na treningach przez jakiś czas…

 

 

 

 

 

18 maja 2018 r. 

 

Kolejne spotkanie mojego Klubu Rozwoju the Life Skillz. 

 

Tym razem na tapet bierzemy techniki oddechowe, medytację i mindfulness, czyli jak w łatwy sposób obniżyć poziom stresu. 

 

15 minuta spotkania, pierwsze ćwiczenie. Dla ułatwienia uczestnicy leżą na podłodze. 

 

Jedna z Uczestniczek nie do końca ogarnia oddech przeponowy, więc kucam przy niej, aby jej pokazać kilka sztuczek. 

 

Ale gdy kucam…

 

TRACH!

 

Tym razem ból jest tak przeszywający, że muszę mocno zacisnąć zęby, aby nie zawyć z bólu. 

Próbuję wstać, lecz noga odmawia posłuszeństwa. 

Zimny pot oblewa mnie całego. 

Wstaję na jednej nodze, lecz druga…

 

Nie chce się wyprostować. 

 

Kolano jest zablokowane. 

 

Przede mną 3,5 godziny szkolenia, więc w myśl zasady „Show Must Go On!” siadam na krześle w centralnym miejscu sali i uczę medytacji jak rasowy guru. 

 

Dochodzi 21, szkolenie kończy się, a przyjaciele natychmiast zawożą mnie do szpitala.

 

Schodzą emocje, znika adrenalina, pojawia się ból nie do wytrzymania. 

 

Lekarze nie bardzo się spieszą, oceniając sytuację jako niegroźną dla życia biorą jako pierwszego pijanego faceta z rozciętym czołem…

 

Noc ciągnie się w nieskończoność… 

 

Oględziny, zdjęcia RTG, kolejne konsultacje, anestezjolog, narkoza całkowita i na koniec nieudolna próba nastawienia łękotki (jak zakłada lekarz to ona uległa przemieszczeniu) a do tego noga do gipsu. 

 

To, że próba nastawienia była nieudolna okazuje się już w domu, kiedy schodzi znieczulenie i środki rozluźniające mięśnie, a kolano próbuje się zgiąć. Tylko gips nie pozwala. 

 

Ból nie do wytrzymania sprawia, że rozcinam i zdejmuję gips, łykam kilka tabletek przeciwbólowych i padam ze zmęczenia około 3-4 nad ranem. 

 

Long story short: 

 

Prywatnie znajduję lekarza, ten kieruje mnie na rezonans, który z kolei wykazuje, że łękotka jest w pewnej części uszkodzona i trzeba wyciąć blokujący zgięcie kolana fragment. 

Termin na NFZ: listopad. Za p********ych 6 miesięcy. 

Prywatnie: za 2 tygodnie. Za 8 tysięcy zł. 

 

Uruchamiam wszelkie możliwe kontakty, dzwonię do znajomych i klientów, szukam rozwiązań i kończy się na operacji po 4 tygodniach, ale na szczęście z NFZ.

 

Summa summarum od wypadku, przez operację, do końca rehabilitacji i swobodnego poruszania się bez kul mijają 3 miesiące.

 

I w tym momencie życie powiedziało: „SPRAWDZAM!”.

 

Niestety – nie byłem na to przygotowany.

 

Jak się pewnie domyślasz – lekcji ze skręcenia kostki nie odrobiłem. 

 

Żadnego kursu ani produktu nie było. Ciągle wymieniałem czas na pieniądze. 

A teraz nie mogłem.

 

Może sobie pomyślisz, że co to za problem, że przecież mogłem o kulach chodzić i robić sesje…

 

I pewnie miałbyś rację, gdyby nie fakt, że ból był tak mocny, że większość tego czasu przemęczyłem na środkach przeciwbólowych, na których jednak ciężko jest pracować umysłowo, skupić się i myśleć trzeźwo.

 

Musiałem odwołać kolejne szkolenia, zrobiłem jedynie dwa, które były zakontraktowane i dały mi wtedy jakieś 4 tysiące złotych.

 

Poza tym – przez bite 3 miesiące nie zarabiałem. 

 

Oszczędności topniały z tygodnia na tydzień. 

 

I to był moment, w którym postanowiłem odrobić lekcję. 

 

To był czas, w którym zdecydowałem, że zaczynam nie tylko myśleć o zabezpieczeniu finansowym, ale też konsekwentnie realizować ten plan. 

 

Uczyłem się krok po kroku jak od gościa z wiedzą stać się zarabiającym gościem z wiedzą.

 

I dzisiaj chcę nauczyć tego także Ciebie.

 

Jestem przekonany, że możesz podjąć decyzję bez przechodzenia historii takich jak moja, czy jeszcze gorszych.

 

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z kursem Droga Eksperta – projektem, do którego zapisy zamykam już za 2 dni!

Sprawdź klikając w przycisk poniżej jak mogę Ci pomóc nie popełnić tego błędu co ja i już dziś odrobić lekcje:

 

Recommended Posts

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o